wtorek, 1 lipca 2014

Rozdział 2 Kradzież w biały dzień

Daniel i Amelia rozdzielili się dopiero wieczorem kiedy już zapadł zmrok. Chłopak odprowadził przyjaciółkę do jej pokoju, a później skierował się do siebie. Wszedł już na drugie piętro, miał już nacisnąć klamkę kiedy poczuł, że ktoś mocno ciągnie go za kaptur. Stracił równowagę co mu się rzadko zdarza. Próbując znowu pewnie ustać cofnął się parę kroków do tyłu wpadając prosto do pokoju swojej siostry.
Mona nie była miłym typem człowieka. Nawet gdy próbowała się opiekować bratem zazwyczaj to nie wychodziło. Była zbyt nerwowa i miała za mało cierpliwości. Wprost przeciwnie do swojego brata. Daniel miał po prostu anielską cierpliwość, a Mona za to nie potrafiła niczego załatwić bez zdenerwowania.
-Znowu kradniesz? –Zapytała jak na razie spokojnie mierząc brata groźnym spojrzeniem.
-Nie.
-Nie kłam. Wiem, że jesteś wy tym niezły, zresztą kradniesz nie gorzej. –Wypaliła Mona składając ramiona na piersi. –Jeżeli nie kradniesz to po co ci twoja dwustronna bluza?
Chłopak zdziwił się szczerze, a po zdziwieniu przyszło zażenowanie. Miał ją przecież zmienić od razu kiedy przyjdzie do sierocińca, a było to jakieś dwie godziny temu. Cóż znowu zasiedział się z Amelią w salonie grając na starej konsoli. Nie ma co kłamać, Mona akurat zawsze wykrywała blef.
-Dobra przyznaję się! Tak, kradnę, ale nie są to jakieś wielkie rzeczy. –Daniel próbował się bronić.
-Zawsze zaczyna się od małych rzeczy a potem przychodzi czas na większe. –Stwierdziła siostra –mieliśmy z tym zerwać. Ja się uwolniłam, pora na ciebie.
-Tyle, że ja nie mogę Mona… nic innego w życiu nie robiłem. Od dzieciństwa specjalizuję się w zbrodni. –Mówił spokojnie Daniel przeczesując palcami krótkie włosy. –Nie widzę siebie w niczym innym, może to, że jestem zwinny i wysportowany mogło by mi się przydać w wojsku, ale wiem, że nie chciałabyś żebym tam był, więc nie pozostaje mi nic innego niż tylko kraść.
-Z twoją pomysłowością nie skończysz jako złodziej. –Oświadczyła Mona pewnym tonem. –Pomyśl nad konstruktorem sprzętu wojskowego jak już ci przychodzi tylko te wojsko do głowy. Proste, bezpieczne, przyjemne.
-Ale tylko w stolicy można dostać się do takiej pracy, musiałbym cię zostawić…
-Nie martw się o mnie, doskonale wiesz, że potrafię o siebie zadbać. –Mona chyba bardzo starała się by nie wkurzyć się. –Przestaniesz to robić, zrozumiano?
-Tak.
Zdołowany Daniel wyszedł po cichu na korytarz. Zagościło w nim te dziwne uczucie zdenerwowania, tak bardzo obce mu było. Wolnym krokiem przeciął korytarz i wszedł do swojego pokoju. Mała klitka należąca tylko i wyłącznie do niego, tu nie musiał się przed nikim tłumaczyć. Rzucił się na swoje jak zwykle nie pościelone łóżko i zapatrzył w sufit. Mona zawsze mówi o tym wszystkim jakby to była łatwa sprawa myślał sobie Daniel to wcale nie jest proste. Przynajmniej nie dla mnie. W przeciwieństwie do niej mi to naprawdę się podobało. Od dzieciństwa czułem, że jestem w tym dobry i pójdę drogą rodzinnej tradycji… pięć lat temu obiecałem sobie przecież, że wszystko się zmieni. Nie jestem wytrwały. Ale tak właściwie, dlaczego nie mogę się zmienić? Siostra jakoś nie miała z tym problemów… a no tak przecież ona nigdy nie pochwalała tego co kiedyś robiliśmy. Czemu unikam tego słowa? Kradzież, ja kradnę.
-Ok, koniec z unikaniem tego słowa. –Przyrzekł sobie przymykając oczy.
Wracając do tematu moich niecnych czynów wyuczonych od najmłodszych lat to naprawdę trzeba coś z tym zrobić. Mona i Amelia ma rację, nie powinienem. Aż tak trudno to zrozumieć Daniel?
-Bardzo gdy od dzieciństwa najbliżsi cię w tym szkolili. –Odpowiedział sobie sam.
Dobra, dobra. Dzieciństwo to nie całe życie, a trzeba je jakoś zagospodarować. Trzeba na serio czymś się zainteresować. Może dowiedzieć się coś o tym konstruktorze sprzętu? Nie, nie mam doświadczenia. W życiu nie zajmowałem się takimi rzeczami. Co prawda opracowałem lepszy sposób na składanie samolocików z papieru, stworzyłem system alarmowy na wypadek gdyby ktoś chciał obudzić mnie wcześniej. Chociaż to drugie było bez sensu, osoba budząca wychodziła w przestrachu a ja i tak się budziłem. Ja cie, ale ja jestem bezmyślny…  ale całkiem inny gdy rozpoczynam akcję kradzieży.
-Jak czujne zwierze na polowaniu…
Może to stres tak na mnie działa. Może to on sprawia, że jestem taki skupiony, skoncentrowany na swoim celu. Zaczynam wtedy przewidywać, kombinować, byle tylko żeby pozostać nie odkrytym. Prawie jak żołnierze gdy udają się za mury. Mimo swojej potęgi są ostrożni i świetnie zorganizowani. Eh tyle chyba nie myślałem od czasów podróży tu. Bycie żołnierzem nie może być aż takie złe. Jak się trafi do najlepszej dziesiątki można zostać żandarmem, a wtedy życie to bajka. Za chodzenie po mieście, siedzenie w kwaterze i zgaszenie od czasu do czasu jakiegoś pożaru dostaje się wysoką pensję. Może Ami nie jest wcale taka głupia z tym wojskiem jak sądzi Klemi? Ciekawe czemu chce to zrobić? A czemu Klementyna uważa to za taki zły pomysł? Pewnie wszystko nawiązuje do przeszłości. Wszystko ma swoje wytłumaczenie w przeszłości…
-Przeszłość… wszyscy uwięzieni przez łańcuchy przeszłości. –Rzekł smutno w eter chłopak lecz po chwili sam się skarcił. –Zaczynam gadać jak filozof… chyba czas już spać.
Zwlókł się z łóźka i wystawił głowę przez drzwi. Na zegarze wiszącym w korytarzu była dopiero dziewiętnasta, jednak Daniel ostatecznie postanowił się położyć. Niby nic specjalnego dzisiaj nie zrobił lecz oczy same mu się zamykały. Zamknął cicho drzwi, a po namyśle przekręcił kluczyk, było to lepsze rozwiązanie od systemu alarmowego. Zdjął dwustronną bluzę i zawiesił ją na krześle. Po jednej stronie była czarna po drugiej szara, kiedyś była biała. Przełączył kontakt kończąc męki mrugającej żarówki. Bezszelestnie wśliznął się pod rozgrzebaną kołdrę poczym okrył się nią aż po same uszy. Momentalnie osunął się w ciemną otchłań snów.
Donośny łomot zbudził go około dziewiątej. Strasznie zadziwił go fakt, że tyle spał. Wciąż zaspany otworzył drzwi. Na progu stała Amelia, całkowicie rozbudzona, z misternym warkoczem, profesjonalnie chyba nazywano to kłos. W dłoniach trzymała dość dużą maślaną bułkę.
-O i kto tu zaczyna kraść? –Zapytał z nutką ironii w głosie Daniel.
-Ja to wszystko robię legalnie w przeciwieństwie do ciebie. –Usprawiedliwiła się dziewczyna wręczając chłopakowi zawiniątko. Mimo, że wiedział o co chodziło przyjaciółce postanowił się z nią podroczyć.
-Od kiedy to kradzież stała się legalna? –Zapytał retorycznie.
-Mógłbyś tu posprzątać. –Rzuciła odchodząc od tematu Ami. Przeciągnęła dłonią po parapecie. –Ten parapet jest tak zakurzony, że można na nim notatki pisać.
-Gadasz jak Mona, przecież wiesz, że mam dwie lewe ręce do sprzątania. –Zaśmiał się Daniel zapominając o drastycznej pobudce.
-Jedz już lepiej, zobaczymy dzisiaj jak radzi sobie Klemi. –Powiedziała Amelia. –Pierwszy raz będzie sama w domu przez dłuższy czas.
-A no.
Przyjaciele niedługo po tej rozmowie wyszli na o wiele mniej tłoczne niż wczoraj ulice miasta. Tym razem postanowili pójść po Klementynę, aż pod dom, plan odpadał dopiero wtedy gdy spotkają ją po drodze. O poranku wszystko działo się w spokojnym leniwym rytmie. Nikt nie był uważny, wokoło panowała serdeczność niczym wśród dzieci. W całej tej atmosferze Daniel prawie zapomniał o wczorajszych troskach, ale pamiętał o jednej rzeczy. Trochę niezręcznie było to pytać, ale przecież Amelia zgodziła się powiedzieć o sobie.
-Ami –zaczął Daniel gdy skręcali w główną ulicę. –Pewnie opowiesz o swojej przeszłości dopiero wtedy gdy będzie z nami Klemi?
-Nie, dzisiaj jeszcze nic wam nie powiem. –Odpowiedziała tajemniczo brązowowłosa. –W dniu moich urodzin wszystkiego się dowiecie.
-Ale sobie termin wybrałaś… -Zareagował markotnie Daniel.
Lecz nie pozostał markotny na długo. Zza najbliższego rogu wyłoniła się liliowa czupryna. Teraz już przyjaciele byli w komplecie. Razem postanowili powrócić do głównej ulicy. Nie zastał ich tam przyjemny widok. Dwoje strażników miejskich goniło wysokiego, wychudzonego rudego chłopaka. W swoich dużych dłoniach trzymał diamentową kolię z wystawy jedynego sklepu jubilerskiego. Rudzielec przeciskał się przez tłum starając się uciec, niestety szczęście mu nie sprzyjało. Jeden ze strażników, wyższy, złapał go dość mocno za ramię. Chłopak próbował się jeszcze wydostać się z żelaznego chwytu. Ludzie wokoło patrzyli na tą scenę obojętnie, jedynym poruszonym przechodnią był Daniel. Coś w nim drgnęło. Od razu zauważył błędy jakie popełnił niedoświadczony złodziej.
Biegł główną ulicą co było najbardziej głupim posunięciem na jakie można było się zdobyć. Lepiej korzystać z bocznych uliczek. Są mniejsze, ciemniejsze, bardziej zawiłe. Łatwo więc zgubić pościg, bo okazje nadarzają się praktycznie co zakręt. „Swoją” własność trzymał w rękach kiedy lepiej byłoby nawet wepchnąć ją do kieszeni. To były tylko błędy które mógł zauważyć w pierwszej chwili, zresztą każdy mógł je zauważyć.
Jednak to nie było to co najbardziej nim wstrząsnęło. To coś innego. Wewnętrznie zaczął sobie wyobrażać siebie w tej sytuacji. Gdyby to on był tym rudzielcem. Gdyby to właśnie jemu się nie powiodło.
Ale chwila ja kradnę tylko drobne rzeczy, na jubilera się nie zaczajam. Chociaż… gdyby sytuacja tego wymagała… Zaczyna się od małych rzeczy a potem przychodzi czas na większe” zacytował w myślach siostrę. Tak naprawdę to właśnie zmierzałbym ku coraz większemu, coraz bardziej niebezpiecznemu. Przecież to tak właśnie skończyli rodzice, jeden mały błąd i już nie wrócili tamtego wieczoru do domu. Nie chcę podzielić ich losów. Jeden głupi błąd może cię skreślić na całe życie…
Kiedy już gwar rozmów o tym co przed chwilą zaszło w biały dzień na ulicach Cegielni powoli cichł, Daniel dalej stał tam oniemiały i myślał. Musisz z tym skończyć myślał gorączkowo wpatrując się w tłum nie widzącym nic spojrzeniem. Wszystko ma swój początek i koniec powtarzał w głowie, wszystko. Z zamyślenia wyrwało go dopiero mocne potrząśnięcie ramieniem.
-Ziemia do Daniela.
-Houston, mamy problem. –Oznajmiła Klementyna stojąca z założonymi rękoma bok Amelii.
-Nie, nie. Dobra, wszystko jest ok. –Zapewnił je mówiąc szybko chłopak.
-No mamy nadzieję. –Rzekła Amelia nadzwyczajnie ciepłym tonem jak na nią. –Wiecie co? Mam przeczucie, że coś się niedługo zmieni.
-Na pewno cyferki w twojej liczbie lat. –Rzuciła Klemi. –Coś jeszcze?
-Myślę, że zmieni się coś większego niż tylko mój wiek. –Odpowiedziała tajemniczo Ami. –Tyle, że nie wiem co.
-Może Daniel rozstanie się z kradzieżą? –Powiedziała Klementyna patrząc prosto w oczy przyjaciela.
-Już postanowiłem, że na pewno się z tym rozstanę. –Odparł szarooki poczym dodał. –A pierwsze co zrobię to pozbędę się dwustronnej bluzy.
--------------------------------------------
Parę słów od autorki: Witam ^ ^ jeżeli jesteście znudzeni brakiem akcji w moim fanficku ogłaszam wszem i wobec jeszcze jeden rozdział z małą ilością akcji i potem będzie inaczej. 
Kto jedzie na Animatsuri? Ja jadę, po ciężkich negocjacjach i pomocy Luny udało się namówić rodzinę żeby mnie puścili :3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Konstruktywna krytyka mile widziana ;)
Każdy może skomentować